wtorek, 28 czerwca, 2022
Google search engine
Strona głównaWarto wiedziećCzarna karta polskiej prywatyzacji

Czarna karta polskiej prywatyzacji

Wielu Polakom prywatyzacja nie kojarzy się dobrze. Ale to nie dlatego, że prywatna własność nie jest właściwym rozwiązaniem, ale z uwagi na niewłaściwie przeprowadzone w Polsce procesy przekształceń własnościowych, z których wyrosły afery i nielegalnie zgromadzone fortuny.

Istotnym elementem polskich reform po tzw. transformacji ustrojowej była masowa prywatyzacja majątku państwowego. Zajmowało się nią utworzone w 1990 roku Ministerstwo Przekształceń Własnościowych. Przybrała ona formy: 1) prywatyzacji kapitałowej, czyli po komercjalizacji przedsiębiorstwa państwowego zbywano jego akcje, np. poprzez giełdę lub na rzecz pracowników, 2) prywatyzacji bezpośredniej – bezpośrednia sprzedaż przedsiębiorstwa państwowego oraz 3) Programu Powszechnej Prywatyzacji (PPP), w ramach którego w 1995 roku utworzono 15 Narodowych Funduszy Inwestycyjnych (NFI).

Utworzenie NFI

Za autora realizowanego w latach 1994-1998 PPP uważany jest Janusz Lewandowski, ówczesny minister przekształceń własnościowych, aktualny europoseł Platformy Obywatelskiej. Do NFI państwo wniosło 512 firm przekształconych wcześniej w jednoosobowe spółki Skarbu Państwa. NFI miały zarządzać tym majątkiem i go pomnażać. Ponieważ 40 proc. tych spółek przynosiło straty, miały one zostać zrestrukturyzowane, a następnie sprzedawane poprzez giełdę lub wybranym inwestorom. Jednak program był tak skonstruowany, że żaden fundusz nie kontrolował w całości żadnej z firm. Każda miała w akcjonariacie jeden NFI wiodący, który posiadał 33 proc. akcji oraz 14 pozostałych funduszy, które posiadały po 1,93 proc. udziałów. Ponadto 25 proc. akcji miał Skarb Państwa, a 15 proc. – pracownicy firmy.

Zarządzający NFI byli wynagradzani bez związku z uzyskiwanymi wynikami finansowymi podlegających im spółek. W związku z tym funduszom nie zależało na polepszaniu sytuacji firm. Z drugiej strony trudno było od zarządzających wymagać pełnej odpowiedzialności za firmy w sytuacji, gdy nie mieli nad nimi pełnej kontroli. Według NIK w jednym roku „firmy zarządzające otrzymały wynagrodzenie za zarządzanie w łącznej wysokości 526,1 mln zł, co stanowiło 15,2 proc. wartości aktywów funduszy. Na wynagrodzenie to składało się roczne ryczałtowe wynagrodzenie za zarządzanie w wysokości 513,3 mln zł oraz roczne wynagrodzenie za wyniki finansowe w wysokości 12,8 mln zł”. W tej sytuacji zamiast uczciwym zarządzaniem spółkami w celu pomnażania ich majątku NFI żerowały na majątku firm i sprzedawały je za bezcen.

Jednocześnie przeprowadzono dystrybucję Powszechnych Świadectw Udziałowych, które były papierami wartościowymi na okaziciela. Do ich nabycia uprawnieni byli wszyscy pełnoletni zamieszkali w kraju obywatele polscy. Świadectwa udziałowe odebrało 95,9 proc. uprawnionych, czyli około 26 mln Polaków. Większość z nich szybko się jednak ich pozbyła.

Klęska NFI

Już w 2001 roku Najwyższa Izba Kontroli nie zostawiła suchej nitki na NFI. Jak czytamy w raporcie z kontroli, w ciągu sześciu lat funkcjonowania narodowych funduszy inwestycyjnych, zasadniczy ustawowy cel ich działalności, jakim było pomnożenie majątku NFI, nie został osiągnięty. Co więcej, „dotychczasowe działania zarządów większości narodowych funduszy inwestycyjnych zmierzają do ich likwidacji, w celu maksymalizacji zysku właścicieli firm zarządzających”. Na dodatek, „koszty, poniesione przez Skarb Państwa na prywatyzację spółek w ramach Programu NFI, były wyższe aniżeli przy prywatyzacji przeprowadzanej innymi metodami. Ogółem do końca 2000 r. Skarb Państwa poniósł koszty z tytułu realizacji Programu NFI w wysokości 252 mln zł. Średni koszt poniesiony przez Skarb Państwa na prywatyzację jednej spółki parterowej wyniósł ok. 492,2 tys. zł, tj. o 14 proc. więcej niż średni koszt, prowadzonej przez MSP w latach 1996−99, prywatyzacji kapitałowej jednej spółki nie objętej Programem NFI (431,7 tys. zł)”.

PPP okazał się totalną klęską. Portal Interia podaje: majątek prywatyzowanych firm „stał się przedmiotem afer, korupcji i nielegalnych transakcji, na których wzbogacili się pseudobiznesmeni i politycy”. Jak ocenia Sławomir Węglewski w serwisie www.obserwatorfinansowy.pl, „w czasie 10-letniego okresu funkcjonowania programu NFI nastąpiło znaczne pogorszenie wyników finansowych uczestniczących w nim spółek. NFI rzadko podejmowały działania zmierzające do poprawy sytuacji w spółkach, a ich strategia sprowadzała się do powierzchownych działań, zmierzających do ich sprzedaży. Udało się to tylko częściowo, a wiele spółek na tyle pogorszyła swoje wyniki finansowe, że musiała ogłosić upadłość. Wskutek tego w przedsiębiorstwach objętych programem NFI zanotowano znacznie większy spadek zatrudnienia niż w firmach prywatyzowanych innymi metodami. Cel PPP –  pomnożenie majątku narodowego poprzez lepsze zarządzanie sprywatyzowanymi firmami – nie został osiągnięty, a najlepiej na programie wyszły firmy zarządzające funduszami. Majątek NFI, szacowany w 1995 r. na blisko 6 mld zł, po 10 latach wart był o połowę mniej”.

Nowozelandzki wzór

Różne państwa przyjmowały różne modele procesu prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw i niekoniecznie kończyły się one klęską, jak to się stało w Polsce z NFI. W Wielkiej Brytanii za rządów Margaret Thatcher popularny był tzw. kapitalizm ludowy, czyli prywatyzacja poprzez akcjonariat pracowniczy. Udany proces prywatyzacji przeprowadziła Estonia. Tamtejsze przedsiębiorstwa państwowe były sprzedawane na otwartych międzynarodowych aukcjach.

Podobnie w Nowej Zelandii pod koniec lat 80. i w pierwszych kilku latach dekady lat 90. zrealizowano prywatyzację poprzez otwarty, nieograniczony, konkurencyjny przetarg. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ta forma prywatyzacji jest najkorzystniejsza zarówno dla państwa oraz podatników, jak i dla całej gospodarki. W ten sposób nie tylko uzyskano maksymalnie wysoką cenę za sprzedawane aktywa, ale i zredukowano niebezpieczeństwo wystąpienia nieprawidłowości, z jakimi mieliśmy do czynienia właśnie przy PPP. Roger Kerr, prezes think tanku Nowozelandzki Okrągły Stół, podsumował: „większość nowozelandzkich prywatyzacji była sukcesem, w sensie wartości dodanej do gospodarki, zmniejszenia cen, polepszenia usług dla konsumentów i zwiększenia rentowności przedsiębiorstw”.

Dlaczego w takim razie w Polsce nie skorzystano z nowozelandzkiego wzoru? Dlaczego wybrano model prywatyzacji, który zachęcał do korupcji i afer oraz umożliwiał nieuczciwe wzbogacanie się kosztem majątku państwowego? Pozostawię te pytania bez odpowiedzi.

PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -
Google search engine

POPULARNE

OSTATNIE KOMENTARZE