niedziela, 27 listopada, 2022
Google search engine
Strona głównaWarto wiedziećSportowe marnotrawstwo

Sportowe marnotrawstwo

Budowane w całej Polsce przez samorządy – z udziałem unijnych dotacji lub bez nich – obiekty sportowe okazują się zwykle workiem bez dna, do którego cały czas trzeba dorzucać coraz więcej pieniędzy podatników.

Dziennikarz Jacek Frączyk opisał w portalu businessinsider.com.pl pomniki państwowej rozrzutności. Wśród nich wymienił m.in. stadiony w Gdańsku i we Wrocławiu. Inwestorem obu były samorządy. Koszt budowy i utrzymania pierwszego wyniosły 820 mln zł, a straty do 2019 roku sięgnęły 230 mln zł. Jak pisze Frączyk, spółka zarządzająca stadionem „jeszcze przed pandemią miała zaledwie niecałe 5 mln zł przychodów rocznie, czyli nie tylko nie nadrabiała wydanych na stadion pieniędzy i nie spłacała odsetek, jakie miasto płaci na dług, którym stadion był sfinansowany, ale do tego przynosi regularne straty i regularnie rok po roku jest obciążeniem dla budżetu miasta”. Z kolei koszt budowy i utrzymania stadionu we Wrocławiu wyniósł 884 mln zł, a straty do 2020 roku sięgnęły łącznie 395 mln zł. Choć według planów i zapowiedzi stadion od dawna miał przynosić zyski, to przychody nie wystarczają nawet na własne utrzymanie, a o spłacie odsetek od kredytu, które miasto wzięło na budowę, nie ma nawet mowy. Co więcej, Frączyk zauważa, że „w pandemicznym 2020 roku strata wyniosła 30 mln zł, czyli o 5 mln zł mniej niż przed pandemią w 2019 roku. Ograniczenia na czas pandemii jak widać, poprawiły wyniki wrocławskiego stadionu”. To by oznaczało, że im mniej się na stadionie dzieje, tym mniej się do niego dopłaca.

Dopłaty, dopłaty, dopłaty…

Nie lepiej jest w Lublinie. Tamtejszy Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji zarządza wieloma obiektami sportowymi, w tym m.in. kompleksem basenowo-saunowym Aqua Lublin, stadionem Arena Lublin, dwiema halami widowiskowo-sportowymi, pływalnią Strefa H2O, krytym lodowiskiem Icemania, stadionem lekkoatletycznym i żużlowym, nieczynnym wyciągiem narciarskim czy torem rowerowym. Niestety samorządowa spółka notuje coroczne starty. W 2018 roku wyniosła ona ponad 5,4 mln zł, w 2019 roku – ponad 8,4 mln zł, w 2020 roku – 6,7 mln zł, a strata byłaby rekordowa, bo aż o 3 mln zł większa, gdyby nie dotacja z budżetu Lublina w takiej właśnie wysokości.
Podobnie władze Dąbrowy Górniczej regularnie, choć w różnych formach (aport, poręczenia, nabycie udziałów, podwyższenie kapitałów spółki, pożyczki, spłata kredytów), dopłacają do spółki „Nemo-Wodny Świat Dąbrowa Górnicza”. Tylko w 2021 roku dopłata ma kosztować budżet miasta 5 mln zł (w 2020 roku strata wyniosła 4,275 mln zł). „Sam fakt, że znowu zarówno biedni jak i bogaci mieszkańcy Dąbrowy Górniczej kochający lewicę, ale także przecież antykomuniści, dopłacą do tych basenów bez dna jest jednak skandalem” – stwierdził na swoim blogu dąbrowski radny Grzegorz Jaszczura, wyliczając, że do tej pory z podatków mieszkańców Dąbrowy Górniczej poszło na spółkę Nemo już ponad 60 mln zł. Wesołe i bezrefleksyjne marnotrawienie pieniędzy podatników trwa w najlepsze. Włodarz jednego z dużych polskich miast zapytany o to, kiedy ich nowy stadion zacznie przynosić dochody, miał nawet stwierdzić: „Nigdy, ale my przecież mamy ambicje”. Tylko dlaczego nie za własne pieniądze?

Swego czasu Baranów Sandomierski wybudował stok narciarski za 2,5 mln zł, z czego połowę dołożyli podatnicy unijni. Tymczasem obiekt przez całą pierwszą zimę świecił pustką, bo okazało się, że małej gminy nie stać na utrzymanie obiektu. – Ten stok to był pomysł władz gminy – mówił w Radiu Rzeszów Wiesław Bek, były rzecznik marszałka województwa. – Wszyscy wiedzą, że otrzymując dotację z projektów unijnych, nie można całej sprawy skończyć w momencie oddania inwestycji i przecięcia wstęgi, tylko trzeba przez pięć lat utrzymywać trwałość obiektu i wszystkie wskaźniki zapisane w umowie – zaznaczył. Tak właśnie jest też w Siemianowicach Śląskich, gdzie przy unijnym udziale wybudowano przyszkolny basen i właśnie przez pięć lat wstęp musi być darmowy. A ścieżki rowerowe po kilku latach od wybudowania zdążyły popękać, choć rowerzystów jak na lekarstwo.

Skarbonki bez dna

Proceder zgrabnie opisał Tomasz Molga w serwisie naTemat.pl: „Najpierw lokalni włodarze podejmują się inwestycji, na którą ich nie stać. Nie znajdują inwestora prywatnego, więc biorą kredyty i dofinansowanie ze środków unijnych. Kiedy udaje się przeciąć wstęgę, frekwencja okazuje się niższa niż zakładano i przedsięwzięcie ma straty. […] W Suwałkach – aquapark za 40 mln zł odwiedza o połowę mniej osób, niż zakładały najbardziej pesymistyczne prognozy. Straty: ok. 1 mln zł rocznie. Piła – park wodny w czasie dwóch lat działalności stracił ponad 1 mln zł”. Poza tym, że lokalnym politykom chodzi o zwycięstwo wyborcze, to również o to, by przy inwestycji pojawiły się możliwości korupcyjne, a po jej realizacji można było znajomym załatwić dobrze płatną pracę.

Nie tylko sportowe obiekty za pieniądze samorządowe i unijne budowane są ponad stan. Najpierw trzeba wyłożyć miliony na inwestycję, a potem kolejne sumy – na ich utrzymanie, bo bieżąca działalność przynosi zwykle straty – przychody nie pokrywają kosztów. W rezultacie gminy na własne życzenie budują sobie drogi balast. – Powstające inwestycje, które nie mają charakteru rozwojowego, tylko bardziej konsumpcyjny, nie tylko nie przyspieszą rozwoju, ale wręcz go opóźnią, dlatego że zwiększają koszty utrzymania bieżącego. Mniej pieniędzy pozostaje na rozwój. To było często sprowadzane do hasła „aquaparki”. To jest inwestycja, która zwiększa komfort, ale nie zwiększa dochodów. Prawie żaden aquapark nie jest samowystarczalny finansowo. My to nazywamy skarbonkami, tzn. takimi inwestycjami, które po wsze czasy będą obciążeniem dla budżetu – mówił w rozmowie z tygodnikiem „Najwyższy Czas!” Zygmunt Frankiewicz, były prezydent Gliwic i prezes Związku Miast Polskich, który próbował racjonalnie podchodzić o tego deszczu unijnych srebrników i korzystać z nich tylko wtedy, gdy były po drodze z planami inwestycyjnymi miasta, a nie brać ich na siłę i pod nie realizować jakieś niekoniecznie potrzebne projekty, jak robi to większość włodarzy polskich miast.

 

PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -
Google search engine

POPULARNE

OSTATNIE KOMENTARZE