piątek, 20 maja, 2022
Google search engine
Strona głównaWarto wiedzieć"Tęczowa" indoktrynacja za pieniądze podatnika

„Tęczowa” indoktrynacja za pieniądze podatnika

Z pewnością część czytelników będzie zaskoczona jeśli powiem, że uważam że Polska to w gruncie rzeczy dość bogaty kraj. Wystarczy zdać sobie sprawę z tego jak ogromną kwotą podatków polscy podatnicy zasilają budżet naszego kraju. Ktoś powie no dobrze, skoro twierdzi pan, że jest tak dobrze to czemu jest tak źle? Czemu w budżecie brakuje pieniędzy na służbę zdrowia, na wojsko czy dofinansowanie polskich badań naukowych? Otóż diabeł tkwi w szczegółach – w tym wypadku w sposobie wydatkowania środków finansowych, którymi zarówno Kowalski jak Nowak zasilają Skarb Państwa a które są po prostu marnotrawione. Dziś sięgnę po przykład pokazujący w jaki sposób nasze podatki które przekazywane są na edukację i badania wydawane są na promocje utopijnej ideologii.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przekazało Uniwersytetowi Warszawskiemu 38 milionów złotych na realizację projektu Programu zintegrowanych działań na rzecz rozwoju Uniwersytetu Warszawskiego (ZIP). Fantastyczny pomysł, chciałoby się powiedzieć zważywszy, że nakłady w Polsce na badania i innowacje są na żenującym poziomie. Kiedy jednak wejdziemy na stronę internetową tego prestiżowej uczelni zorientujemy się, że nie koniecznie rzeczone miliony zostaną przeznaczone tylko na badania. Otóż w zakładce aktualności jedną z częściej przewijających się wiadomości są te dotyczące realizacji warsztatów czy szkoleń równościowych dofinansowanych w ramach ww. Programu, a skierowanych do kadry administracyjnej UW. W ramach warsztatów pogłębimy swoją wiedzę w zakresie dyskryminacji dotyczącej niepełnosprawność, odmienności religijnej czy narodowej. Co ciekawe kiedy mowa o braku równości względem przekonań religijnych jako przykłady podaje się islamofobie i antysemityzm, tak jakby z powodu wyznawania katolicyzmu nikogo w Polsce nie spotykały szykany.

Oczywiście nie mogło zabraknąć odniesień do kwestii troski o dyskryminowanych i uciskanych odmieńców seksualnych. Uniwersytet postanowił wydać nawet specjalny podręcznik omawiający na przykładach ww. tematykę. Autorką jednego z działów podręcznika jest Karolina Kędziora (radczyni od równego traktowania – jak sama mówi o sobie). Karolina Kędziora, to ta sama pani, która wraz z Krzysztofem Śmiszkiem, w 2018 roku pozwała działaczkę pro life Kaję Godek za rzekome homofobiczne wypowiedzi. Kędziora na co dzień szefuje Polskiemu Towarzystwu Prawa Antydyskryminacyjnego, które na swojej internetowej stronie szczyci się wsparciem Fundacji Róży Luksemburg (kasa od niemieckich lewaków), Fundacji Stefana Batorego (kasa od Sorosa) czy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności (kasa z USA) oraz wspólnego funduszu grantowego Islandii, Liechtensteinu i Norwegii. W podręczniku znalazł się następujący przykład: „Wykładowca na zajęciach z prawa rodzinnego, omawiając instytucję małżeństwa, komentuje: są pewne środowiska, które demoralizują społeczeństwo, zachęcając do legalizacji zboczeń. Dwoje studentów wyraźnie okazuje swoje oburzenie, krzywiąc się i kręcąc przecząco głowami, a jeden z nich wstaje i mówi, że jako osoba homoseksualna czuje się upokorzony tego typu stwierdzeniem. Na sali panuje konsternacja, część studentów się śmieje, część wychodzi. Wykładowca nie reaguje.” Podany przykład wg jego autorki „obrazuje dyskryminację w formie molestowania ze względu na orientację seksualną” (sic!). Konia z rzędem temu, kto odnajdzie tu rzeczoną dyskryminację, w postaci molestowania ze względu na orientację. Za to na pewno to przykład ograniczania wolności słowa oraz prawa do posiadania własnego światopoglądu, a nie molestowania. Następnie użytkownicy podręcznika otrzymują informacje jakie kroki należy podjąć w związku z tą „skandaliczną” sytuacją. Pada propozycja pójścia na drogę sądową o naruszenie dóbr osobistych przeciwko wykładowcy, a jeśli to nie zadziała, to wtedy pozostaje wystąpienie roszczenia wobec uczelni. To niesamowite, że uczelnia angażuje publiczne środki finansowe na opracowanie promocję publikacji, w której nawołuje się do kuriozalnych donosów na samą siebie i własnych pracowników. Dziwi również bezpośrednie zaangażowanie najwyższych czynników decyzyjnych w postaci samego rektora uczelni.

Poradnik zawiera również namiary na organizacje, do których można się zwracać w zakresie ww. problemów, wśród nich znalazły się tak „zasłużone” w kreowaniu nowej rzeczywistości jak: Kampania Przeciwko Homofobii, Stowarzyszenie Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii czy Fundacja na Rzecz Różnorodności Społecznej, na stronie której znajdziemy już listę dużo bardziej skrajniach i propagandowych organizacji promujących dewiacje seksualne w Polsce. Uniwersytet Warszawski stał jedną z wiodących instytucji publicznych zaangażowanych na różne sposoby w promocję rozsadzających społeczeństwo ideologii uderzających w pryncypia na których opiera się zdrowe moralnie i silne państwo. Kuriozum jest również fakt, że tak poważna i prestiżowa instytucja jaką jest Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (instytucja państwowa), świadomie lub nie, ale jednak przeznacza pieniądze zamiast na badania, to na cel w efekcie którego grupa aktywistów zarabia na przysłowiowej „ludzkiej głupocie”.

Zacząłem od instytucji na której zaczyna się nasza edukacja, więc dla równowagi przykład z miejsca, w którym zaczyna się edukacja człowieka. Przedszkola i żłobki, bo o nich mowa, są w Polsce towarem deficytowym, dla rodziców dobrem luksusowym, żeby rzekomy luksus spowszechniał postanowiono zwiększyć liczbę obu form wczesnej edukacji, z wykorzystaniem środków unijnych, które w gruncie rzeczy pochodzą przecież również z naszego budżetu, a każdy projekt unijny musi być wsparty 25 proc. wkładem własnym. Rozpisano więc stosowne programy i konkursy. W ramach dokumentacji konkursowej dowiedzieć się np. możemy, że faworyzowane będą projekty zakładające tzw. działania równościowe i niwelujące tradycyjny podział płci. W ramach projektu dodatkowe punkty dostają projekty które zakładają zakup zabawek: garnków i lalek dla chłopców, a samochodzików dla dziewcząt. Żeby wychować młode „w pełni świadome i tolerancyjne pokolenie” młodych Polaków projekty konkursowe jeśli chcą zwiększyć swoje szanse na dofinansowanie powinny zawierać informację o szkoleniu dzieci w temacie równości płci itd. Mamy więc sytuację w której trzyletnie dzieci mają słuchać ideologicznego bełkotu rodem z ery komunizmu. Oczywiście te szkolenia dla dzieci kosztują więc w projekcie uwzględnia się dosypanie z publicznej kiesy środków finansowych, na wynajęcie odpowiednich, tak dziś modnych „kołczów” którzy będą urabiać dzieci od najmłodszych lat.

Tak oto publiczne środki wypracowane w pocie czoła przez polskiego podatnika, nie tylko, że idą w błoto ale stają się jeszcze środkiem umożliwiając wypaczanie młodego pokolenia, na jak się okazuje wszystkich etapach edukacji. Propaganda ideologii gender przybiera charakter totalitarny. Tak szeroka i zmasowana akcja doprowadzi wkrótce do sytuacji, w której nie będzie już w przestrzeni publicznej miejsca wolnego od jej wpływów, a wszystko to za nasze pieniądze.

PODOBNE ARTYKUŁY

1 KOMENTARZ

  1. No tak, programowanie nowego człowieka, najlepiej od żłobka, i za nasze pieniądze – to cel czerwonej zarazy, podług ich hasełka „Wasze dzieci będą takie, jak my” .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -
Google search engine

POPULARNE

OSTATNIE KOMENTARZE