czwartek, 6 października, 2022
Google search engine
Strona głównaRozmowyWładza nauczyła się kupować przychylność mediów - rozmowa z Leszkiem Szymowskim

Władza nauczyła się kupować przychylność mediów – rozmowa z Leszkiem Szymowskim

Rozmowa z Leszkiem Szymowskim, niezależnym dziennikarzem śledczym publikującym w Angorze i Najwyższym Czasie, autorem 15 książek i kilkunastu filmów dokumentalnych.

 

– W tym roku mija 10 lat od wydania Pańskiej książki pt. „Imperium marnotrawstwa”, w której opisał Pan szereg przypadków marnotrawienia przez polityków pieniędzy polskich podatników. Co skłoniło Pana do zajęcia się tą tematyką?

– Obowiązki zawodowe wynikające z pracy dziennikarza śledczego. Postanowiłem przyjrzeć się temu, w jaki sposób władza dysponuje pieniędzmi zabieranymi obywatelom pod postacią podatków, danin i innych opłat. Zdecydowałem się jednak odejść od ogólników typu „jest źle” i pokazać konkretne informacje. To, co przedstawiłem czytelnikom, szokuje.

– Czy z perspektywy ostatniej dekady widzi Pan jakieś pozytywne zmiany w podejściu ludzi władzy do pieniędzy publicznych?

– Wręcz odwrotnie. Zmiany idą na gorsze. Poziom marnotrawstwa zwiększa się z każdym rokiem dramatycznie. Powody są co najmniej trzy. Pierwszy to nieefektywne programy socjalne, za pomocą których rząd kupuje sobie poparcie społeczne. Drugi to rozwój biurokracji, który ma służyć z jednej strony zagwarantowanie dużej grupy elektoratu, bo urzędnicy głosują zawsze na swojego pracodawcę czyli na rząd, z drugiej strony ma to tworzyć synekury dla „samych swoich” z partyjnymi legitymacjami. Nie ma też żadnej dyscypliny budżetowej, nie ma mechanizmów kontrolnych, obowiązuje zasada „nakraść się ile się da zanim przyjdzie inna opcja”. Rząd nie liczy się z nikim i z niczym i marnuje pieniądze jeszcze nieściągnięte czyli robi to na koszt przyszłych pokoleń.

– Ważną rolę w kontroli działalności polityków odgrywają dziennikarze. Jednak ludzie władzy nauczyli się obłaskawiać media za pomocą publicznych pieniędzy, które trafiają do wydawców i redakcji poprzez zlecanie publikacji urzędowych ogłoszeń, artykułów sponsorowanych albo reklam państwowych przedsiębiorstw. Czy można ten sposób dysponowania pieniędzmi publicznymi uznać za formę ukrytego przekupstwa i próby manipulowania opinią publiczną za publiczne pieniądze?

– Tak. Takie praktyki powinny być prawnie zakazane i ścigane karnie. Z jednej strony jest to defraudacja publicznych pieniędzy, z drugiej wypaczanie roli mediów. Media muszą być niezależne a przelewy z państwowych spółek tą niezależność uniemożliwiają. Państwo sponsoruje media nie po to, aby promować różne kampanie tylko po to, aby kupować sobie lojalność wydawców i dziennikarzy. W trudnych czasach przelew ze spółki Skarbu Państwa pozwala zachować płynność finansową a jeśli przelew staje się regularny to wydawca się przyzwyczaja i uzależnia od niego. Państwo oczekuje w zamian pozytywnego PR-u. Stąd w mediach sprzyjających władzy np. „Sieci” lub „Gazecie Polskiej” tyle reklam od państwowych spółek. Nie mają one żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Mam nadzieję, że ludzie za to odpowiedzialni pójdą w wolnej Polsce do więzienia. O tym jaka jest skala tego zjawiska dane mi było przekonać się osobiście. Wygrałem kiedyś proces sądowy z jednym z głównych propagandzistów obozu rządzącego – niejakim Cezarym Gmyzem. Sąd nakazał mu przeprosiny w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Ponieważ wyroku nie wykonał, udałem się do sądu z wnioskiem, aby mi przyznał od niego środki na ten cel, które ściągnąłby komornik. Z oficjalnego cennika wynikało, że koszt takiego ogłoszenia to ponad 54 tysiące złotych, po takich cenach reklamy wykupują spółki Skarbu Państwa. Tymczasem Gmyz zapłacił 70 złotych. Mamy więc do czynienia z ewidentnym przestępstwem. Albo ktoś, dając mu taką cenę, działał na szkodę wydawnictwa albo cena dla Gmyza była rynkowa, co oznacza, że spółki państwowe przepłacały za reklamy w „GPC” kilkaset razy. W obu przypadkach winien to wyjaśnić prokurator.

– Dziennikarze związani z opozycją lubują się w wyliczaniu mediom prorządowym kolejnych subsydiów, reklam i ogłoszeń zamawianych przez podmioty publiczne. Jednak ludzie ci nie chcą pamiętać, że oni sami byli sowicie „wspomagani” pieniędzmi budżetowymi, kiedy ich polityczni patroni zasiadali u władzy. Natomiast redakcje sympatyzujące z opcją rządową szybko zapomniały, jak one same jeszcze kilka lat temu ostro krytykowały obfite „futrowanie” pieniędzmi publicznymi mediów, które chwaliły poprzednie rządy. Czy w naszym kraju jest jeszcze miejsce dla obiektywnego dziennikarstwa, które stoi po stronie interesu obywateli i stroni od związków z ludźmi władzy?

– Mam ten zaszczyt, że jestem jednym z nielicznych polskich dziennikarzy pracujących w mediach niezależnych od rządu. Zarówno Tygodnik „Angora” jak i Tygodnik „Najwyższy Czas” czy „Rzeczpospolita” nie publikują reklam spółek Skarbu Państwa, więc nikt nie może od nich zażądać opublikowania lub niepublikowania czegoś. Mam też nadzieję, że po upadku tego ustroju, co jest przecież kwestią czasu, ci funkcjonariusze aparatu propagandy udający dziennikarzy, odejdą na śmietnik historii. Tam od dawna jest ich miejsce.

– Władza rządzi tak, jak ludzie jej pozwalają. Gdyby większość polskich wyborców chciała niskich podatków i oszczędnego państwa, to politycy musieliby te oczekiwania zrealizować, bo inaczej przegraliby wybory. Tymczasem rezultaty kolejnych elekcji pokazują nam, że większość polskich wyborców przejawia postawy socjalno-roszczeniowe. Z czego wynika popularność takich postaw wśród naszych współobywateli?

– Z mentalności socjalistycznej, z niezrozumienia zasad ekonomii, z demoralizacji zaszczepionej przez komunę i kultywowanej pieczołowicie przez postkomunę. Komuna nauczyła, że państwo ma „dać” i przeciętny zjadacz chleba kupuje taką narrację, bez podstawienia sobie pytania skąd to państwo ma wziąć. Dochodzi do tego powszechny zanik wartości moralnych, który winien generować hamulec przed taką postawą, że jeden żyje za pieniądze drugiego. Człowiek jest z natury wygodny i leniwy, łatwiej mu więc korzystać z efektów cudzej pracy niż z własnej. A jeśli władza go przyzwyczai do takiego życia to jego roszczenia stają się coraz większe.

– Ogromną część polskich wyborców cechuje obywatelska niedojrzałość i brak odpowiedzialności za kraj, w którym żyją. Ludzie ci traktują pieniądze publiczne jak dobro niczyje i oczekują, że polityk załatwi im jak najwięcej tej państwowej „darmochy”, bo przecież im „należy się godne życie”. Tacy wyborcy uważają, że dobry polityk to taki, który wprowadza wysokie zapomogi socjalne i buduje okazałe obiekty użyteczności publicznej. Niewielu Polaków martwi się, że skutkiem życia ponad stan będą gigantyczne długi, które będzie trzeba spłacać przez kolejne pokolenia. Co Pana zdaniem może wpłynąć na uzdrowienie postaw polskich wyborców?

– Receptą jest radykalne zerwanie z socjalizmem. Trzeba wrócić do zasady, że każdy żyje za swoje pieniądze, że nie wolno zabierać Kowalskiemu, aby dać Nowakowi, że państwo ma przestać zabierać a nie sprawiedliwie rozdzielać, że państwo nie ma pomagać tylko ma przestać przeszkadzać. Taki pogląd oczywiście byłby niepopularny, bo setki tysięcy roszczeniowych wyborców natychmiast ruszyłoby na Warszawę, domagając się od rządu, aby im „dał”. Inna sprawa, że wprowadzenie rynkowej gospodarki wyeliminowałoby z niej tysiące cwaniaków żyjących z certyfikatów, dotacji, hologramów na jajka, handlu powietrzem itp. To, co mamy teraz, musi doprowadzić do krachu ale każdy kolejny rząd liczy na to, że będą się tym martwić następcy. Ja odwrotnie – czekam na ten krach, bo w wielu aspektach przyniesie on ozdrowienie

Wywiad przeprowadził Marcin Janowski

PODOBNE ARTYKUŁY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -
Google search engine

POPULARNE

OSTATNIE KOMENTARZE